Gdzie mnie znajdziesz

Świąteczne porządki




Tak sobie myślę, że moja mama jest najbardziej zorganizowaną kobietą świata. Miesiąc temu przedstawiła mi dokładny, przedświąteczny plan działania. Dzienny plan działania. Wszystko miała wyliczone niemal co do godziny. Zakupy, porządki, prezenty, dekoracje. Na wszystko była odpowiednia lista, nawet lista do list, łącznie z wykazem osób do obdzwonienia z życzeniami. Patrzyłam na to z absolutnym niedowierzaniem. Dla mnie to była czysta abstrakcja, dla niej proza życia. Patrząc na te kartki wciąż zadawałam sobie jedno pytanie, jak to wszystko ogarnąć? Odpowiedź mojej mamy była jedna - zacznij od tego, co cię najbardziej uwiera i denerwuje. Pozbędziesz się ich szybko i skutecznie. Niechciane sprawy przestaną "wisieć" ci nad głową, więc do pozostałych łatwiejszych, podejdziesz z innym nastawieniem i zrobisz wszystko dużo szybciej niż zakładałaś na początku.

Tak..to ma sens. Niestety jej słowa wpadły jednym uchem, wypadły drugim, aż do chwili, w której natknęłam się w sieci na ten obrazek:


Dlaczego zrobił na mnie tak ogromne wrażenie? Bo trafił w mój "gorący przycisk". Od wielu miesięcy nie podobało mi się to, co było w mojej głowie. Zbyt wiele lęków. Zbyt wiele niedokończonych spraw. Zbyt wiele wypowiedzianych słów, których później żałowałam. Zbyt wiele niewyjaśnionych relacji i sytuacji. Zbyt wiele sporów. Totalny bałagan. Wszystko nie na swoim miejscu, niepoukładane, nieodkurzone. Bród i ubóstwo. Jednym słowem katastrofa. Miniony rok nie należał do najłatwiejszych. Mnóstwo złych emocji poukrywało się nawet w najdalszych zakamarkach umysłu, dając o sobie znać w chwilach kryzysu. Pozorny spokój wskazywał na to, że wszystko jest w porządku, ale jeśli ktoś poszukał drugiego dna, widział schowany bałagan. Przypominało to trochę pokój dziecka, które zostało zmuszone do pochowania zabawek. Na pierwszy rzut oka można pomyśleć, że posprzątało, ale wystarczy otworzyć szafkę lub spojrzeć pod łóżko, by zorientować się w sytuacji :)  Robiąc rachunek sumienia wiedziałam jedno - muszę coś zmienić w swoim życiu. I podobnie jak moja mama zaczęłam robić listy.

Było ich bardzo dużo. I te dotyczące relacji z poszczególnymi osobami, i te określające konkretne cele, oraz te definiujące moje kolejne kroki w drodze do wymarzonego szczytu. Każda osoba miała swoją karteczkę, znalazła się też czarna lista relacji, wartych natychmiastowego zakończenia. Jednym słowem - rewolucja. Powiem Ci szczerze, widząc ogrom zadań do wykonania, usiadłam. Rozłożyłam te zabazgrane świstki wokół siebie. Przez dłuższy czas tylko się w nie wpatrywałam. Pozwoliłam sobie na jeden cięższy oddech, wskazujący na przytłaczającą ilość zadań do wykonania. "Tak wygląda twoja głowa Kama" - pomyślałam. Czas coś z tym zrobić. 

Metodycznie, karteczka po karteczce analizowałam, grupowałam, układałam według określonych priorytetów. Na końcu zostawiłam cztery. Te najgorsze, najtrudniejsze, najbardziej wymagające. Cztery osoby. Cztery rozmowy. Cztery sytuacje, które trzeba było w końcu rozwiązać.

Idąc tokiem myślenia mojej mamy, powinnam zająć się nimi w pierwszej kolejności. Niestety nie miałam na to dość odwagi. Zaczęłam od końca...skreślałam jedną kartkę za drugą, aż doszłam do tych "najgorszych". Nie było już odwrotu, trzeba było się z nimi zmierzyć. Wzięłam telefon do ręki. Umówiłam się na cztery spotkania.

Przed każdym z nich źle się czułam. Myślę, że moje zdenerwowanie mogę śmiało porównać do tego, które towarzyszyło mi podczas matury. Doskonale pamiętałam ten ścisk żołądka i szybsze bicie serca. Jak się pewnie domyślasz, z tych czterech rozmów, jedna była łatwiejsza, druga trudniejsza. I właśnie ta ostatnia była moją "wisienką" na torcie. Dzieliło nas wszystko oprócz jednego - skarbu o który warto było powalczyć. I udało się. Nitka po niteczce, informacja po informacji, emocja po emocji, budowałyśmy delikatne porozumienie, które obecnie staramy się umacniać.

Są rzeczy które po prostu trzeba zrobić. Tym właśnie jest odpowiedzialność i dorosłość. Spojrzeć w oczy zranionej niegdyś osobie, przyznać się do błędu, przeprosić i wyjaśnić wszystkie niejasności. Trudne zadanie ale trzeba było wziąć je na klatę.

Cały proces porządkowania wszystkiego był długi, żmudny i trudny. Niejednokrotnie chciałam zamieść wszystko pod dywan i cieszyć się pozornym ładem. Ale święta i końcówka roku ma w sobie coś mobilizującego. Skłania do refleksji i przemyśleń. Pozamykałam za sobą niewygodne drzwi, by otworzyć nowe. Skrupulatnie układałam na nowo swoje klocki, by stworzyć kompletną budowlę. I w końcu, dziś mogę śmiało powiedzieć - udało mi się. Misja zakończona. Jest czysto, świeżo. Zniknął niepotrzebny chaos. Skupiona wokół minimalizmu, cieszę się tym co mam wokół siebie. Nareszcie kompletna, nareszcie poukładana, nareszcie wolna.
authorImg

Kamila Czarnomska

Doradca Kariery, Trenerka, Content Manager. Zakochana w networkingu, rysowaniu i czytaniu książek. Wyznaje zasadę, że można żyć na dwa sposoby, albo tak jakby nic nie było cudem, albo tak jaby cudem było wszystko, zawsze wybierając drugie rozwiązanie.


Napisz do mnie :)

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Newsletter

Translate

Prawa autorskie

Wszystkie zdjęcia i treści umieszczone na blogu są moją własnością, dlatego nie zgadzam się na ich kopiowanie i rozpowszechnianie bez mojej wiedzy i pisemnej zgody. Jeśli chcesz wykorzystać zdjęcia lub treści skontaktuj się ze mną. Blog chroniony jest prawami autorskimi. Łamanie ich jest karalne.