Gdzie mnie znajdziesz

Anglia widziana oczami dziecka




Raz na jakiś czas mam dość poważnej Pani Kamili, projektów, biznesów i wszelkich odpowiedzialnych tematów. Po prostu i zupełnie zwyczajnie mam dość. Wtedy staram się jakoś zaspokoić potrzeby mojego "wewnętrznego dziecka", które domaga się uwagi. Krzyczy na cały głos "zauważ mnie", "zrób coś fajnego", "bądź znowu beztroska".

Na co dzień staram się nad nim panować, ale czasem jest zbyt dokazujące. Tak było ostatnio. Nastąpiło zmęczenie materiału i brak inspiracji, którą postanowiłam odzyskać. Wszystko załatwiła jedna rozmowa z moją kochaną przyjaciółką Angee. Niemal kazała mi przylecieć do siebie. Posłuchałam i była to jedna z lepszych decyzji w moim życiu. Przezwyciężyłam lęk wysokości i udałam się w podróż, która naładowała mnie wspaniałą energią.

Miałam tylko jeden cel...świetnie się bawić, uwolnić drzemiące we mnie dziecko i cieszyć się z każdej chwili. Jak postanowiłam, tak zrobiłam. Wyłączyłam się, zostawiłam za sobą wszystkie poważne sprawy i pierwszy raz od wielu miesięcy poczułam, że przeżywam coś tu i teraz. Po swojemu. Według moich zasad. Spontanicznie, bez planu, bez mapy, bez presji. Tylko ja, Angee i dawno niewidziana "Kamilka". Oto Anglia widziana oczami małolaty i jej drobne radości dnia codziennego :)


Szczęściem jest pokonać lęk i odnaleźć w nim prawdziwe piękno.

Pierwszym sukcesem było przełamanie (po raz kolejny) lęku wysokości. Do tej pory poruszałam się drogą lądową, a wszelkie kontakty z samolotami ograniczałam, do machania im z bezpiecznej i stabilnej ziemi. Tym razem było inaczej. Usiadłam przy oknie i starałam sobie wmówić, że przecież nie ma bezpieczniejszego środka transportu, jak właśnie ten, w którym obecnie się znajduję. Podczas startu zamknęłam oczy, które otworzyłam dopiero po osiągnięciu odpowiedniej wysokości. I wtedy się zakochałam. Widok był absolutnie przepiękny. Poczułam spokój, zachwyt i ogromną dumę z samej siebie. Udało mi się. Zerwałam łańcuchy pracoholizmu, lecę. Moja przygoda dopiero się zaczyna.

Szczęściem jest przyjaciółka, która wraz ze swoim sercem przekazuje siłę, pokonującą wszystkie moje słabości.

Angee to moja wieloletnia przyjaciółka. Mogę nie widzieć jej miesiącami, co nie ma żadnego znaczenia. Kiedy w końcu się spotkamy, rozmawiamy jak gdyby nigdy nic. To wspaniała osoba, która sprawiła, że te kilka dni były naprawdę wyjątkowe. Wymieniła moją torebeczkę na plecak, wyśmiała buty na obcasie (sama przyznałam jej rację po zaledwie kilku godzinach marszu) i nastawiała budzik na 4 rano. Pokazała mi jak się zatrzymać, nie przestając przebierać nogami. Zadbała o to, by z każdej minuty wycisnąć maxymalną ilość emocji i wrażeń. Razem gotowałyśmy, oglądałyśmy stare filmy, targowałyśmy się na wyprzedażach garażowych, jadłyśmy ciastko w parku i pączki w cukierni. Razem śmiałyśmy się na cały głos, podziwiałyśmy występy ulicznych artystów, podróżowałyśmy z cudownym anglikiem, który zabrał nas w niezwykłe miejsca. Razem urządziłyśmy piknik w jednym z parków, piłyśmy kawę nad Tamizą i chodziłyśmy bez wymuszonego celu. Pomogła mi wydać wszystkie pieniądze, zachęcała do absolutnie nieracjonalnych zakupów i autentycznie cieszyła się moim szczęściem. Zauważyła powracający błysk w oku i radość z braku zobowiązań. Akceptowała wszystkie zachcianki, kaprysy i spontaniczne zrywy serca. Dopingowała i śmiechem zagłuszała moje zmęczenie. Pokazała, że mogę więcej niż myślę, w każdym możliwym znaczeniu.

Angee dziękuję. Za odwagę. Za dobre emocje. Za huśtawkę. Za wszystko <3


Szczęściem jest odnalezienie odwagi do bycia "infantylną"

Odwiedziłam sklep Harry'ego Pottera. Straciłam rachubę czasu w sklepie Disney'a. Kupiłam książki dla dzieci. Przez kilka minut kręciłam się w kółko na kolorowej karuzeli. Biegałam między regałami w M&M's World :) Zapomniałam o swoim "wieku" i poważnej profesji :) Cieszyłam się z odwiedzin w muzeum postaci z Dream Works. Zachwycałam się każdym szczegółem, bez cienia wątpliwości czy mi "wypada". Moje wewnętrzne dziecko było przeszczęśliwe. Nie liczyłam czasu, nie spoglądałam na zegarek, co sprawiło, że paradoksalnie, minuty płynęły wolniej :) Bez presji czasu i zadań. Bez zapięcia na ostatni guzik. Czysta forma wolności :)


Szczęściem jest widok nowych rzeczy i zatrzymanie chwili na fotografiach

W Anglii byłam pierwszy raz. Nie tylko w  Londynie ale też okolicznych miasteczkach. Miałam ten luksus, że oprócz Angee towarzyszył mi Andy - wspaniały człowiek, który pokazał swoje rodzinne strony. Dla mnie wszystko było nowe i ciekawe. Za każdym rogiem czekała fantastyczna niespodzianka w postaci ciekawego budynku lub innego obiektu. Wszystko mnie fascynowało, wywoływało szeroki uśmiech. Miałam wspaniałych przewodników. Bardzo cierpliwych :) Bo ja ze swoją naturalną ciekawością świata, wszystko musiałam wiedzieć i wszystkiemu zrobić zdjęcie. Jak na prawdziwą turystkę przystało :) Angee i Andy dbali, bym wciąż miała powód do zachwytu. Bardzo lubię słuchać różnych historii (to chyba zboczenie zawodowe) a oni chętnie mi ich dostarczali. Andy opowiadał o ciekawych tradycjach, szczególnie ważnych dla anglika. Zatrzymał czas, wskrzeszając postacie historyczne. Dużo mnie nauczył,
a rozmowa z nim była prawdziwą przyjemnością, zwłaszcza, że mówił piękną, czystą angielszczyzną.


Szczęściem jest podjęcie decyzji, której się nie żałuje.

Wracając do Polski, cieszyłam się, że znowu będę w domu. Dopiero w samolocie dotarło do mnie jak bardzo wielogodzinne marsze i ocean emocji mnie wymęczyły, w najbardziej pozytywny sposób. W dobrze znanym mi pokoju odespałam wszystko, ale kiedy się obudziłam, wiedziałam, że coś się zmieniło. Rozpakowując plecach (tak, pozbyłam się torebki), chciałam znowu zarzucić go na plecy i jechać dalej :) Na mój kolejny cel muszę nieco zaczekać, ale już się cieszę z następnej możliwości zabawy. Wróciłam do pracy z nowym nastawieniem i energią. Wróciłam z nowymi decyzjami oraz pomysłami dla moich klientów. Zauważyli to, bo wciąż dostaję wiadomości zwrotne, że daję im mega power do działania. Daję, bo mogę. Bo sama go mam. Wewnętrzne dziecko się uspokoiło, poszło spać. Obudzimy je w styczniu ;) Jestem bardzo ciekawa gdzie tym razem mnie zabierze i jakich fantastycznych wspomnień mi dostarczy :)


authorImg

Kamila Czarnomska

Doradca Kariery, Trenerka, Content Manager. Zakochana w networkingu, rysowaniu i czytaniu książek. Wyznaje zasadę, że można żyć na dwa sposoby, albo tak jakby nic nie było cudem, albo tak jaby cudem było wszystko, zawsze wybierając drugie rozwiązanie.


Napisz do mnie :)

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Newsletter

Translate

Prawa autorskie

Wszystkie zdjęcia i treści umieszczone na blogu są moją własnością, dlatego nie zgadzam się na ich kopiowanie i rozpowszechnianie bez mojej wiedzy i pisemnej zgody. Jeśli chcesz wykorzystać zdjęcia lub treści skontaktuj się ze mną. Blog chroniony jest prawami autorskimi. Łamanie ich jest karalne.