Gdzie mnie znajdziesz

5 przejawów kobiecej logiki




Nie umiem parkować. Jestem w tym naprawdę kiepska. Właściwie mogłabym użyć bardziej dosadnych słów, ale liczę na kreatywność Twojego umysłu. Szczególnie pamiętam jedną z moich „dramatycznych" przygód. Chciałam opuścić cudem zdobyte miejsce ale natrafiłam na przeszkodę. Ktoś śmiał postawić samochód, który według moich obliczeń absolutnie blokował mi drogę. Koniec. Nie wyjadę. Wszystkie prawa kosmosu mówiły jedno - będę tak siedzieć, aż pojawi się powód mojej udręki i mnie uwolni. Oczywiście zanim bezradnie usiadłam za kółkiem, próbowałam jakoś sobie poradzić, ale mi nie wyszło. Może jakaś część społeczeństwa mnie zrozumie, ale mężczyźni na pewno  z politowaniem pokręcą głową. 

Rozumiem. Tak też zrobił Tomek, do którego w końcu zadzwoniłam. Zna mnie na tyle, że niespecjalnie zdziwił go mój telefon. Przyjechał, odpalił moje pudełeczko, pokręcił kierownicą i wyprowadził je z potrzasku. Nie zdążył spalić papierosa. Dziękowałam mu przez okrągłą minutę podziwiając kunszt prowadzenia samochodu i zastanawiając się jak zdołał dokonać tego niezwykłego wyczynu. Podając mi kluczyki uśmiechnął się tylko i powiedział „Kamiś spoko, po prostu musisz nauczyć się męskiej logiki”.

Czego?  Do tej pory sądziłam, że logika jest jedna. Nie wiedziałam, że są jakieś podziały. Tyle lat żyłam w  błogiej nieświadomości, bo niby skąd miałam wiedzieć, że istnieje „irracjonalny” odłam logiki, czyli jej damska wersja. Podobno występuje wtedy, kiedy emocje sięgają zenitu i zamiast operować faktami, skupiamy się na namiętnościach. Wracając do domu miałam w głowie tylko jedno „Tomek co ty mówisz…”. Obdzwoniłam jednak moich kumpli, by sprawdzić czy istnieje według nich coś takiego jak „kobieca i męska logika”. Okazało się, że tak.  Zaczęli podawać mi mnóstwo przykładów, które tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że coś mi umknęło. Postanowiłam uzupełnić swoje braki i wyciągnąć wnioski z naszych rozważań.

    Przestań skupiać się na drobiazgach

„Kama, kobiety robią jedną wkurzającą rzecz - analizują. Bez przerwy. Szukają setnego dna, często przedstawiając wnioski, do których ja nie doszedłbym nawet po kilku litrach wódki. Najgorsze jest to, że wierzą w swoje wizje i przemyślenia i same siebie zadręczają. Weźmy najbardziej stereotypową sytuację. Siedzimy na obiedzie i podchodzi fajna kelnerka, która ma czym oddychać. Instynktownie zahaczam wzrokiem o miejsce strategiczne. Spojrzenie trwa kilka sekund i już. Koniec sytuacji, jestem już myślami daleko. Co robi kobieta? Jeśli przyłapie mnie na tym, zaczyna się lament. Bo ona ma mniejsze/bo już się nie podoba/ bo jestem cham i prostak/ bo ją zdradzam a z kelnerką łączy mnie potajemna więź. Ile trwa ta tyrada? Kilka minut. Ja tracę apetyt, ona humor i nici z fajnego wyjścia. „

Wysłuchałam i zaczęłam…analizować :) Faktycznie coś w tym jest. Ja osobiście „uwielbiam” zastanawiać się, rozkładać na czynniki pierwsze i szukać odpowiedzi na pytanie „dlaczego?”.  Robiłam tak do czasu…pewnej kawy. Stałam u progu ważnej decyzji biznesowej, dlatego zadzwoniłam do kumpla żeby się go poradzić. Usiedliśmy i zaczęłam swój wywód. Poruszyłam wszystkie zagrożenia, wyzwania, wątpliwości. Byłam bardzo rozemocjonowana, bo zależało mi, by znał cały obraz. Mój towarzysz spokojnie wypił kawę od czasu do czasu uprzejmie kiwając głową.  W końcu znalazł lukę  w moich wypowiedziach i powiedział jedno zdanie „jeszcze nic nie zrobiłaś, a masz już milion powodów, przez które Twoje przedsięwzięcie może nie wypalić. Przestań tak ciągle wszystko analizować. Po prostu idź dalej”. 

Ale jak to dalej! Przecież jest tyyyyyyyyyle wątpliwości!!! A co jeśli się nie uda??? „To może najpierw sprawdź co się stanie, jeśli zaczniesz działać.  Przysięgam, jeśli sprawdzi się chociaż 1/10 z tego czym się martwisz, osobiście zabieram Cię na kolację”. Do tej pory się nie doczekałam…nie mam jak wyegzekwować tej obietnicy. No cóż…wychodzi na to, że mężczyźni są nastawieni na działanie. Akcja-reakcja. Metodycznie gnają do przodu ograniczając analizy do minimum logistycznego. Podczas, gdy ja potrafię zapętlić się w swoich obawach, rozważaniach, przewidywaniach, oni już dawno stawiają kolejne kroki. Działają instynktownie, podejmują ryzyko i czasami idą po prostu na żywioł, bez zbędnego rozgrzebywania najmniejszych szczególików. Lekcja wzięta na klatę. Skutki widać gołym okiem, które o zgrozo, są jak najbardziej pozytywne.

     Nie jestem jasnowidzem

- Pamiętasz ostatni czwartek Kama?
- Pamiętam, byłam na Ciebie obrażona
- Tak, dokładnie, a o co?
- Oj o nic, zostawmy ten temat

Magiczne „nic”. Dobrze wiem, że pod tym stwierdzeniem kryje się „jak możesz nie wiedzieć, przecież to takie oczywiste, powinieneś się domyślić”. Tak, to przejaw „kobiecej logiki”. Jestem wściekła bo coś nie poszło po mojej myśli, stało się coś co mnie rozdrażniło i zdenerwowało.  Źródłem tego nieszczęścia jest oczywiście ON, który wyczuwa, że coś jest nie tak (ponieważ skrupulatnie dbam o to, by odczuł zmianę mojego nastroju). I kiedy on już wie, że coś jednak jest nie tak, wkurzam się bo nie wie co (#fucklogic) W końcu przychodzi taki moment, kiedy pęka, po prostu nie wytrzymuje i pyta co się stało. Moja odpowiedź? Oczywiście pada mówiące wszystko „nic”. Moi koledzy uwielbiają to słowo :)

- Tak Kama teraz to jest nic, ale kiedyś przeobrazi się w COŚ, które doprowadzi nas do „bo ty zawsze”, „bo ty nigdy”.
- Powinieneś wiedzieć
- Kama bardzo mi przykro ale nie jestem ani wróżką ani jasnowidzem i zrozum, że tylko TY wiesz co masz w głowie. Ja nie jestem w stanie.

Hmmm trudno się z tym nie zgodzić. Zaczęłam się zastanawiać. Jaka jest szansa, że moje nic zostanie odpowiednio odczytane? Wychodzi na to, że szybciej i łatwiej będzie wygrać w totolotka.  Bo właściwie dlaczego, nie mogłabym w kilku zdaniach wytłumaczyć o co mi właściwie chodzi? Nowa taktyka? Trzeba ją sprawdzić. Na pierwszy ogień poszedł bliski mi informatyk. Mamy różne temperamenty, zdarzają się nieporozumienia. Na początku stosowałam znane schematy i …NIC, zero reakcji. Wiecie jak reagował ? „No cóż Kama, skoro nic się nie stało, to nic nie mogę z tym zrobić”. Czyli nie dostałam tego co chciałam. OK.. przyszedł czas na zmianę frontu. Kiedy coś mi przeszkadzało, zaczęłam komunikować to według schematu: co zdenerwowało-co to wywołało-czego oczekuję-przykład zastosowania.  Podziałało.

     Jest zadanie do wykonania

Pamiętasz o czym był początek tego tekstu? Tomek skwitował całą sytuację stwierdzeniem, że muszę nauczyć się męskiej logiki. Co miał na myśli? Otóż to, że się poddałam, bo wmówiłam sobie, że nie dam rady wyjechać z mojego miejsca parkingowego. Przeszkoda na mojej drodze urosła do niewyobrażalnych rozmiarów, co wrzuciło mnie w spiralę wątpliwości, paraliżujących moje działania.  Podczas, gdy ja skupiałam się na swoich emocjach, Tomek podszedł do realizacji zadania. Wsiadł do samochodu, wyjechał, zaparkował tak bym mogła spokojnie wrócić do domu, uspokoił roztrzęsioną koleżankę. Zrobione. Kolejny odhaczony punkt na „to do liście”. Czas na kolejne. I kolejne. Właśnie takie podejście staram się wprowadzić. Wszystko jest do zrobienia jeśli potraktuję to jak zadanie, skupię się na faktach i zacznę metodycznie dążyć do celu, zamiast koncentrować się na emocjach, które w naturalny sposób wyolbrzymiają pewne rzeczy.
   Wierz mi, masz się w co ubrać

Jeden z moich kolegów poruszył bardzo ciekawą kwestię, jaką jest godzinne wystawanie przed szafą.
 
- Kama masz ważne spotkanie, o czym myślisz najpierw?
- O tym jak się ubiorę
- I co ci wynika z tych rozważań
- Muszę iść na zakupy 
- Mam dla ciebie dobrą wiadomość, jeśli spotykasz się z facetem, nie musisz nigdzie iść

Ok zdobył moją uwagę. Według jego teorii „kobieca logika” podpowiada mi, że mężczyzna patrzy na wszystko, począwszy od sukienki, a na kolczykach skończywszy. Będzie też doskonale wiedział, że drugi raz nałożyłam tę samą rzecz lub stwierdzi, że jej krój do mnie nie pasuje.  Mój kolega z uporem maniaka twierdzi, że kobieta może wyglądać albo ładnie albo nie. Koniec. W jaki sposób osiąga pierwszy efekt to już nieistotne, ważne że po prostu czuje się dobrze i pewnie. Czy mężczyzna zauważy nową sukienkę lub szpilki? Według mojego kolegi, oczywiście, że tak o ile go poinformujesz o tym, że masz na sobie coś nowego. Będzie zgadywać i liczyć w głębi serca na łut szczęścia. Bartek powiedział mi wprost: liczy się uśmiech, pewność siebie, elegancki nieprzerysowany makijaż oraz ładnie ułożone włosy. To zwraca uwagę. Najnowszy model marynarki nie jest ważniejszy od tego jaką emanuję energią. Zwrócił mi też uwagę na „przebieranie”. „ Jeśli będziesz po prostu tym uśmiechniętym Kamykiem, którego znam, będzie dobrze”.  Cóż, może warto się nad tym zastanowić.

    Można nie myśleć o niczym

Kumpel poprosił mnie o pomoc przy stworzeniu CV. Po skończonym „dziele” mieliśmy pogadać i obejrzeć film. Przyjeżdżam, siadam w „swoim” fotelu i zaczynam pracę. W głowie miliard myśli. Jaki chcę obejrzeć film? Czy on zarządzał jakimś zespołem? Zimno mi, mogłam wziąć te kolorowe skarpetki. Jak ja mam jutro ogarnąć cały plan dnia? Co kupić koleżance na urodziny? Jaki to miał być profil zawodowy? Myśli pędzą jak szalone. A on? Siedzi spokojnie grając w coś na kompie.

<przerywam ciszę>
- Hej tam, o czym myślisz?
- O niczym Kamiś
- Jak to o niczym?! Nie można myśleć o niczym!
- Można

I cisza….koniec konwersacji :) Trzeba przecież wygrać (nabić?) level…ok. Posiedziałam, wypiłam kawę i wróciłam do domu. Oczywiście próbując nie myśleć o niczym. Nie udało mi się :) Zadzwoniłam więc do innego kolegi, zadeklarowanego samca alfę. Potwierdził, że istnieje „pudełko nicości”, do którego każdy facet się chowa, kiedy chce odpocząć. To taka jego próżnia, gdzie faktycznie odpoczywa. No dobrze a czy ja mogę mu w tym towarzyszyć? (Pewnie) uśmiechnął się z politowaniem…Kamiś TY jesteś już CZYMŚ w pudełku. A pudełko nicości słynie z tego, że nie ma tam NIC.

Cóż widocznie różnimy się pojmowaniem rzeczywistości, ale cieszę się, że poznaję tę drugą stronę J Dzięki temu świat jest ciekawszy i jakiś taki…bardziej logiczny ;)

_________________________________
tekst napisany dla Łukasza Chachulskiego 
authorImg

Kamila Czarnomska

Doradca Kariery, Trenerka, Content Manager. Zakochana w networkingu, rysowaniu i czytaniu książek. Wyznaje zasadę, że można żyć na dwa sposoby, albo tak jakby nic nie było cudem, albo tak jaby cudem było wszystko, zawsze wybierając drugie rozwiązanie.


Napisz do mnie :)

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Newsletter

Translate

Prawa autorskie

Wszystkie zdjęcia i treści umieszczone na blogu są moją własnością, dlatego nie zgadzam się na ich kopiowanie i rozpowszechnianie bez mojej wiedzy i pisemnej zgody. Jeśli chcesz wykorzystać zdjęcia lub treści skontaktuj się ze mną. Blog chroniony jest prawami autorskimi. Łamanie ich jest karalne.