Gdzie mnie znajdziesz

Mamy wakacje, a więc idealny czas na publikację tego posta. Od jakiegoś czasu regularnie podróżuję do Włoch oraz przygotowuję się do pozostania tam na dłużej. Największy problem zawsze mam ze spakowaniem odpowiednich kosmetyków. Raz, że nie lubię zabierać ich zbyt wiele, dwa nie wszystkie okazały się przydatne, a jak wiadomo w bagażu podręcznym każda oszczędność miejsca jest na wagę złota. Kilka moich wyborów było nietrafionych, dlatego dziś przygotowałam listę sprawdzonych zabiegów oraz kosmetyków, które pozwolą w pełni cieszyć się słońcem, bez konieczności martwienia się o "spływający" makeup.

No właśnie, zacznijmy od tego, że jestem ogromną przeciwniczką "instagramowego" makijażu. Naprawdę nie mam pojęcia kto ma na to wszystko czas i jak skóra może swobodnie oddychać pod tak grubą warstwą kosmetyków. Zwłaszcza wtedy, kiedy powietrze "stoi". Szerze podziwiam kobiety, które codziennie używają baz, podkładów, korektorów, zestawów do konturowania, kilku pudrów, utrwalaczy do makijażu i tylko one jeszcze wiedzą czego.

Jestem za to zwolenniczką mądrych i długotrwałych rozwiązań, które pozwalają mi wyglądać świeżo i promiennie od rana do wieczora, przy minimalnym wysiłku, poświęcając na to jedynie kilka minut podczas codziennej pielęgnacji.

Przygotowując się do wyjazdu musisz pamiętać o tym, że Twoja skóra, oczy, włosy itp. będą stale narażone na bardzo wysoką temperaturę i suche powietrze (w lato na północy Włoch dzień zaczyna się od 25 stopni i potem systematycznie wrasta), klimatyzację i dość twardą wodę. Jeśli nie chcesz wrócić z wycieczki ze zniszczonymi włosami, przesuszoną cerą i niekorzystnymi wypryskami, podziel swoje działania na dwa etapy.

FAZA 1 - PRZED WYJAZDEM

Osobiście bardzo lubię korzystać z udogodnień jakie oferują salony kosmetyczne, ponieważ efekt poszczególnych zabiegów utrzymuje się długo i z powodzeniem pozwala zaoszczędzić czas nie tylko na wakacjach, ale też w normalnym, codziennym życiu. Od lat odwiedzam salon Estetica w Solcu Kujawskim i to własnie tam skorzystałam z przedstawionych niżej opcji. 


  • Brwi - jakiś czas temu zrobiłam sobie makijaż permanentny brwi oraz kreskę przy linii rzęs. To droższa opcja  (ok 800 zł), dlatego przed samym wyjazdem może być kłopotliwym wydatkiem. Jeśli jednak wykonasz go odpowiednio wcześniej, połowę makijażu masz już za sobą na przynajmniej rok :) Tańszy zamiennik to henna brwi - utrzymuje się około tygodnia (koszt to ok. 20 zł w salonie). Jeśli zdecydujesz się na codzienny makijaż brwi, wówczas lepiej sprawdzi się cień niż kremowe pomady i kredki.
  • Rzęsy - jestem wygodnicka, dlatego zawsze na wyjazd przedłużam i zagęszczam rzęsy metodą objętościową, skręt C, długość od 11 do 14. Pozwala to na idealny wygląd oka przez cały czas. Wstajesz, przeczesujesz i jesteś gotowa do drogi przez ok 2-3 tygodnie (koszt założenia 170 zł, uzupełnienia 70 zł w zależności od ubytku). Inna opcja to laminowanie / botoks rzęs (koszt ok. 100 - 200 zł efekt utrzymuje się od 6 do 8 tygodni). Najtańszym sposobem na piękne rzęsy jest henna (koszt ok 20 zł, trwałość wynosi ok 7 dni).
  • Twarz - nawilżać, nawilżać i jeszcze raz nawilżać. Nie radzę robić nic mocnego przed wyjazdem, proponuję lekkie zabiegi oczyszczające i nawilżające - dobra kosmetolog doradzi jak odświeżyć skórę twarzy i odpowiednio ją przygotować. Ja skorzystałam z kuracji dotleniających, maseczek i mezoterapii pod oczy, aby wyglądać zdrowo i promiennie. Lekkie zabiegi można również kupić np. na Grouponie - nie są bardzo inwazyjne, więc bezpieczne. Fajną kuracją domową jest też użycie kremu rozpuszczającego naskórek Sunew z witaminą C oraz regularne używanie maseczek - ja uwielbiam te w płachcie, szczególnie nawilżające (a to zdziwić się można ;)) oraz odżywiające i rozjaśniające.
  • Włosy - przed wyjazdem oraz raz na 2 miesiące zabezpieczam włosy laminując je lub odżywiając przy pomocy kreatyny brazylijskiej. To sprawia, że są miękkie w dotyku, nie puszą się, ładnie rozczesują i zachowują blask (koszt ok 100 zł). Wiem, że podobne zabiegi można wykonać w domu oraz stosując naturalne maski np. z oleju kokosowego. Niestety ja nigdy ich nie próbowałam, więc nie mogę polecić. Korzystałam za to z zabiegu trychologii, co oczyściło skórę głowy, poprawiło jej kondycję oraz znacznie ograniczyło wypadanie włosów (koszt ok 120 zł).
  • Cało - tutaj żadnej rewolucji nie robiłam, ograniczam się do regularnego nawilżania balsamami ale wiem, że moje panie kosmetolog polecają endermologię oraz drenaże limfatyczne.
  • Stopy i dłonie - myślę, że nic nie będzie lepszego od manicure i pedicure hybrydowego. Ja niestety mam uczulenie na wszystkie hybrydowe specyfiki, dlatego musiałam zadowolić się klasycznym malowaniem zwykłym lakierem, który zabezpieczyłam bezbarwnym żelem (manicure - koszt 30-40 zł, pedicure - koszt 60 zł).

trzy fotki w ciągu jednego dnia - ranek, południe i wieczór. Jedyna zmienna to kolor szminki.

Czy to wszystko jest niezbędne? Oczywiście nie, ale jeśli ktoś tak jak ja lubi przede wszystkim wygodę to z pewnością powinien skorzystać przynajmniej z tych tańszych wersji zabiegów. Mi zaoszczędziło to sporo czasu. Nigdzie się nie spieszyłam, dłużej spałam i bez problemu dopasowywałam się do zmiennej rzeczywistości. W tym samym czasie, kiedy siedziałam w ogrodzie z kawką, moje koleżanki spędzały czas na malowaniu się i zabezpieczaniu kolejnymi warstwami pudru. Niestety pod koniec dnia nie czuły się komfortowo (np. podczas spontanicznej zmiany planów i pójścia do klubu), ponieważ ich makijażowi daleko było do pierwszej świeżości. Nie mogły też odpowiednio chronić się kremami z filtrem, bo przecież jak go nałożyć na idealnie wykonturowaną twarz? Narzekały też na uczucie "zapchania" porów i wiecznie zmęczoną i podrażnioną skórę po długim demakijażu. U mnie jedyną zmienną była pomadka - w zależności od pory dnia i okazji. 

FAZA 2 - WYJAZD

Tu sprawa wyglądała bardzo prosto - ograniczałam się do codziennej pielęgnacji i ochrony przed słońcem. W mojej kosmetyczce znalazł się więc:

  • krem z wysokim filtrem 50 - ziaja (12 zł)
  • żel aloesowy - idealnie chłodzi - skin79 (20 zł)
  • krem nawilżający do twarzy - z nanowodą - nantes (130 zł)
  • okularki żelowe - idealne dla zmęczonych oczu - rossmann (20 zł)
  • krople nawilżające do oczu - oviso (17 zł)
  • krem do rąk - ziaja (10 zł)
  • talk dla dzieci - żeby nic się nie obcierało ;) - johnson baby (25 zł)
  • spray do włosów chroniących przed wysoką temperaturą - loreal (40 zł)
  • woda termalna - świetna do odświeżenia się - uriage (30 zł)
  • pomadka ochronna do ust - nivea (15 zł)
  • pomadki różowa i czerwona - bourjois rouge velvet (60 zł / sztuka)
  • lekka woda perfumowana - oriflame (40 zł)
  • bibułki matujące - rossmann (15 zł)
  • chusteczki odświeżające - rossmann (7zł)
  • antyperspirant - nivea (10 zł)
Nie brałam żadnych kosmetyków kolorowych (oprócz pomadek) ale jeśli miałabym coś zabrać, postawiłabym na te mineralne i wodoodporne. Tak jak wspominałam, dla mnie ważna jest wygoda i nie obciążanie skóry zwłaszcza podczas upałów. Inspiracją są dla mnie Włoszki, które używają lekkich kosmetyków wysokiej jakości w ograniczonych ilościach. I ja się tego solennie trzymam, ciesząc wolnością, a nie będąc niewolnicą lusterka. 

Jestem fanką serii J.K. Rowling. Dorastałam wraz z Harrym Potterem, ponieważ byłam w tym samym wieku co on w kolejnych powieściach. Co roku, przez siedem lat, dostawałam na gwiazdkę kolejny tom z cyklu, dlatego mam do niego niemały sentyment. Uwielbiałam te wigilijne wieczory, które spędzałam na podróży po Hogwarcie, zakupie na ulicy Pokątnej oraz walce z Voldemortem. Kiedy Rowling uśmierciła Syriusza porzuciłam książkę na kilka dni, przeżywając autentyczną żałobę. Odczuwałam jeszcze wiele innych emocji, jak to nastolatka, by w końcu dorosnąć i pogodzić się z faktem, że kolejnej gwiazdki nie spędzę z Harrym Potterem.

Z czasem powstały ekranizacje słynnej serii, które lubię ale bez nadmiernego entuzjazmu, ponieważ jak to w przypadku ekranizacji bywa, wiele wątków zostało pominiętych lub spłyconych. Nie mniej jednak zostały wykonane z dużą starannością i z pewnością pozwoliły na ponowne przeniesienie się do universum Pottera. Kiedy więc dowiedziałam się o możliwości zobaczenia studio, w którym znajduje się szczegółowa ekspozycja m.in. autentycznych rekwizytów stwierdziłam, że warto je zobaczyć. I nie żałuję.

Ważne informacje:
  • koszt biletu to ok. 200 zł za osobę dorosłą, obejmuje wszystkie atrakcje,
  • czas zwiedzania: ok. 3 godziny, ale w praktyce warto zarezerwować 4-5 godzin,
  • przy zakupie biletu deklarujesz godzinę przybycia, która jest wiążąca,
  • dojazd jest banalnie prosty --> więcej informacji na ten temat znajdziesz tutaj (klik),
  • na terenie ekspozycji jest tylko jeden lokal gastronomiczny - drogi i niestety słabej jakości.

Całe studio jest podzielone na strefy tematyczne, które albo są zbiorem eksponatów, albo pozwalają na jakiś rodzaj interakcji. Wśród tych drugich znajdziesz takie atrakcje jak:
  • symulacje gry w Quidditcha i lotu na miotle,
  • symulacja przejażdżki pociągiem Hogwarts Express,
  • plan zakazanego lasu wraz z ruchomymi zwierzętami (Hardodziób, Aragog, Patronus).

Podział pozostałych sekcji jest nieco bardziej skomplikowany. Według mnie można podzielić je na:
  • plany filmowe (np. Hogwart, Ulika Pokątna, Wielka Sala, Zakazany Las, Salon Wspólny Gryffindoru, Dom Dursleyów, Peron 9 i 3/4 itp.),
  • ciekawostki związane z postprodukcją (jak powstało sklepienie z Wielkiej Sali, animacja Tiary Przydziału, ruchome makiety np. Bijącej Wierzby oraz latającego samochodu),
  • rekwizyty filmowe (np. Puchar Turnieju Trójmagicznego, wyposażenie gabinetu Umbridge, stroje głównych bohaterów, Horkruksy, różdżki itp.),
  • ciekawostki związane z produkcją całej serii (np. wypowiedzi twórców - producentów, reżyserów, kostiumografów, aktorów, specjalistów od efektów specjalnych).

Wejście do Wielkiej Sali, które składa się z ogromnych drzwi, otwierających
się przy akompaniamencie charakterystycznej muzyki z filmów.


Od razu po wejściu do Wielkiej Sali widzimy charakterystyczne długie stoły, reprezentujące cztery domy. Są w pełni zastawione i oczywiście dobrze opisane. Przy każdym z nich znajduje się godło lub flaga konkretnego domu oraz stroje uczniów. W tej części możemy liczyć na wprowadzenie od przewodnika, później radzimy sobie sami. Prezentacja sali trwa około 10 minut.


Jedną z najciekawszych sal był bez wątpienia peron 9 i 3/4, gdzie znajdował się pociąg Hogwarts Express, do którego można wejść i zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie w jednym z przedziałów. Mnogość rekwizytów zrobiła na mnie wrażenie - od wózków "znikających" w ścianie peronu, po sklepik z najróżniejszymi słodyczami i bagaże poszczególnych bohaterów serii.


W filmie "grało"sporo robotów - np. strasznie agresywna książka do Opieki nad Magicznymi Stworzeniami, Hardodziób, Bazyliszek, Testale, "mały Voldemort", Mandragory, wejście do wieży astronomicznej itp. Oczywiście ostateczna wersja filmowa powstała przy użyciu efektów specjalnych ale ich bazę stanowiły pokazane nam ruchome rekwizyty.


Gabinet Umbridge wraz ze wszystkimi akcesoriami i strojami.

Przepiękne ilustracje inspirowane światem Harrego Pottera.


W pełni wyposażony pokój wspólny Gryfonów.


Niezwykła makieta Hogwartu, która jest oświetlana na różne sposoby, dzięki czemu naszym oczom ukazuje się kilka wcieleń Szkoły Magii i Czarodziejstwa. 


Ulica Pokątna zachwyca różnorodnością detali. Wszystkie witryny są bogato wyposażone i bardzo dobrze opisane. Znajdziesz tu sklep Weasleyów, Bank Gringotta, pracownię Olivandera itp.


Wejście do Ministerstwa Magii - sieć Fiuu.


Ciekawostki związane z produkcją poszczególnych filmów oraz Kremowe Piwo
(ma bardzo słodki smak - ja go zaliczam do deserów).


Gabinet Dumbledora - wejście, wyposażenie, myślodsiewnia oraz gablotka z eliksirami.


Detale spotkane na drodze ;)



Osobiście żałuję, że nie miałam możliwości spędzenia w studio więcej czasu. Ekspozycję warto zobaczyć, jeśli chce się zapoznać z kulisami tworzenia poszczególnych filmów. Nie jest to jednak park rozrywki, dlatego wizyta nie dostarczy ekscytujących emocji, a "jedynie" wiedzę i porcję ciekawych informacji. Zdecydowanie polecam dla rodzin z dziećmi od ok. 10 roku życia oraz wszystkim fanon sagi :)

Pół roku temu oglądałam film "Listy do Julii". Opowiada o historii dziewczyny, która zawodowo zajmuje się sprawdzaniem wiarygodności otrzymanych informacji. Podczas wycieczki do Verony trafia pod najsłynniejszy balkon świata, by tam znaleźć ukryty w murze, zapomniany przez wszystkich list, sprzed wielu lat. Postanawia odnaleźć jego autorkę, by wraz z nią udać się na poszukiwania dawnej miłości.

Podczas seansu dowiedziałam się o organizacji, która nazywa się "Klub Julii". Jego wolontariuszki codziennie odpisują na setki listów, przychodzących z całego świata. W imieniu legendarnej partnerki Romea, udzielają wsparcia i odpowiadają na przeczytane historie. Ten pomysł zachwycił mnie, dlatego postanowiłam dotrzeć do jednej z członkiń i dowiedzieć się nieco więcej na temat działalności klubu. 


Co roku każda "Julia" odpowiada na co najmniej setkę listów, podczas specjalnie przygotowanego stażu. Łącznie przez biuro wolontariuszek przepływa 50.000 historii, głównie miłosnych. Aby dołączyć do grona klubowiczek trzeba przejść rekrutację oraz szkolenie przygotowujące. Wszystko wygląda naprawdę ciekawie, dlatego zdecydowałam się złożyć swoją aplikację, z niecierpliwością czekam na informację zwrotną :)

A z pewnością upłynie trochę czasu zanim ją dostanę, na odpowiedź na mój list czekałam 25 tygodni. Tak, ja również zdecydowałam się zaufać "Julii" i zwierzyć się jej z moich myśli. To było bardzo ciekawe doświadczenie. Pomogło mi uporządkować wiele spraw w swojej głowie. Mając świadomość, że wszystko co napiszę przeczyta obca osoba, dawała pewnego rodzaju poczucie bezpieczeństwa. Jednocześnie cieszyłam się, że nie tworzę "do szuflady", a jednak pewnego dnia uzyskam odpowiedź. Ktoś - realna osoba pozna moją historię i odpisze. To nadawało sensu całemu procesowi. 

Wiem, że istnieje niezwykle popularne ćwiczenie polegające na stworzeniu listu, w którym zawiera się wszystkie, dawno tłumione emocje, a potem spaleniu go. Na pewno jest to jakiś sposób, ale ja jednak uważam, że lepiej wysłać go do Verony. Większość kobiet, z którymi pracuję stwierdza, że bardzo brakuje im "życzliwego" ucha, które po prostu poświęci swój czas, zapozna się z tym, co im leży na sercu i jakoś się do tego odniesie. Potrzebują reakcji, utwierdzającej w tym, że jeszcze nie zwariowały, a to co przeżywają jest normalne.

List który otrzymałam był niezwykle ciepły, wspierający i wyrażający dużo dobrych emocji. Niedługi ale za to szczery, stanowił naprawdę piękną niespodziankę, ponieważ zdążyłam już o nim zapomnieć.
Jest jeszcze coś co zostało we mnie obudzone - chęć wyjazdu do Verony. Chciałabym znaleźć klub Julii i osobiście podziękować kobietom, które poświęcają swój czas, by nieść innym pociechę, obdarzyć dobrym słowem i przywracają wiarę w szczęśliwe zakończenia.

Od jakiegoś czasu nosiłam się z zamiarem wyjazdu do Paryża. Nie będę Cię okłamywać - miałam swoje wyobrażenia na temat tego miasta. Jak każda szanująca się romantyczka, uważałam je za siedzibę stylu, klasy i miłości. Niestety dzisiejszy Paryż nie ma nic wspólnego z tym z czarno -białych pocztówek, które trzymam w pudełku po herbatnikach. Jeśli więc wybierasz się tam z podobnymi do moich wymaganiami, to niestety mocno się rozczarujesz. 

Paryż to dziś jedno z europejskich miast z pięknymi zabytkami i wszechobecnymi przedstawicielami żandarmerii z nabitymi karabinami. Multikulturowość uderza od chwili wyjścia z samolotu. W gąszczu azjatów, hindusów i muzułmanów trudno "wyłowić" rodowitego francuza. Myślę, że Paryż już dawno stracił swoją magię, co niestety bardzo mnie zasmuciło. 

Niemniej jednak, nadal jest to miasto z pięknymi zabytkami, które warto zobaczyć, chociażby ze względu na walory historyczne. 

Poniżej przedstawiam kilka ważnych wskazówek, które pomogą Ci w sprawnym zwiedzaniu Paryża, mam nadzieję, że będą dla Ciebie pomocne :)

  • Z lotniska Beauvais do centrum Paryża jest jakaś godzina drogi samochodem. Proponuję wcześniej zarezerwować dla siebie odpowiedni transport. Ja korzystałam z usług http://transferparis.pl/ i zostałam podwieziona pod Łuk Triumfalny. Przejazd zawiera ubezpieczenie oraz dostęp do wifi. Koszt to 15 euro od osoby.
  • Nocowałam w sieci hosteli F1 - standard całkiem w porządku, cena również w miarę ok, nic specjalnego, natomiast w zupełności wystarczyło na przespanie się kilku godzin.
  • W Paryżu trudno znaleźć jakiś mały sklepik, podczas 10-godzinnego spaceru widziałam dwa. Naprawdę....DWA. Dlatego radzę wcześniej zaopatrzyć się w jakieś przekąski :)
  • Nie radzę brać dużego plecaka na wycieczkę po Paryżu, niemal przed każdym ważniejszym punktem będą Cię sprawdzać, a ciągłe wypakowywanie bagażu bywa bardzo uciążliwe. Niestety strażnicy bardzo dobrze udają, że nie rozumieją angielskiego, dlatego musisz uzbroić się w cierpliwość i wyostrzyć szósty zmysł, żeby domyśleć się, czego od Ciebie chcą.
  • Uważaj też na "ankieterów" i sprzedawców "pamiątek", ponieważ są bardzo natrętni.
  • To co jest bardzo fajne w Paryżu to fakt, że większość zabytków jest blisko siebie, dlatego łatwo jest zobaczyć wiele w stosunkowo krótkim czasie.
  • Jeśli się zgubisz żandarmeria na pewno Ci pomoże, są naprawdę pomocni i uczynni.
  • Zwiedzając Katedrę Notre Dame pamiętaj o tym, że ostatnie wejście jest ok 17:30, potem nie jest ona dostępna dla zwiedzających.

I to wszystko :) Wiem, że ta notka nie jest turbo optymistyczna (w przeciwieństwie do tej o Disneylandzie! :) ale niestety "mój" Paryż był jednak zupełnie inny niż ten, który odwiedziłam. Nie mniej jednak uważam, że warto było zobaczyć wszystko na własne oczy. Prawie się popłakałam pod Notre Dame :) To był dla mnie najważniejszy punkt dnia, chociaż ledwo zdążyłam i załapałam się na ostatnie wejście do środka. Mogłabym patrzeć i siedzieć w niej godzinami. Jest absolutnie przepiękna, choć atmosfera wewnątrz bardziej przypomina tę panującą w muzeum niż zabytkowej świątyni. Mam ewidentnie jakieś "zboczenie", ponieważ osobiście chciałabym spędzić tam godzinę w ciszy, wczuwając się w klimat katedry. Niestety przy takiej ilości turystów nawet kilkuminutowa modlitwa w pełnym skupieniu była dla mnie wyzwaniem.

Wycieczki nie żałuję, od tego są marzenia, by je spełniać, wiem jednak czego się spodziewać po innych "otwartych" na imigrantów krajach. Francja jest więźniem poprawności politycznej, chociaż jej mieszkańcy nie wyzbyli się jeszcze swojego poczucia wyższości :) To im zostało i wykazuje ją każdy, bez względu na pochodzenie etniczne :)




Szybki kontakt

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Translate

Prawa autorskie

Wszystkie zdjęcia i treści umieszczone na blogu są moją własnością, dlatego nie zgadzam się na ich kopiowanie i rozpowszechnianie bez mojej wiedzy i pisemnej zgody. Jeśli chcesz wykorzystać zdjęcia lub treści skontaktuj się ze mną. Blog chroniony jest prawami autorskimi. Łamanie ich jest karalne.